Mieliśmy parter żłobka przy ulicy Iwickiej na warszawskim Dolnym Mokotowie. Kilka niedużych salek, w które powciskano redakcyjne komputery. I żłobkowy kibelek, czyli królestwo foto, gdzie między maleńkimi dziecięcymi sedesikami zostały poupychane atrybuty fotograficznej alchemii: koreksy, mniejsze i większe, suszarki do negatywów, suszarki do fotografii, podświetlane blaty do podglądania negatywów, pudełka do ich archiwizacji i segregatory na stykówki. Za przepierzeniem z ciężką ciemną kurtyną – powiększalnik, różnej wielkości kuwety: do wywoływacza, przerywacza, utrwalacza, i stojąca w dziecinnej umywalce płuczka do fotografii.

Wyczerpałeś już limit bezpłatnych artykułów w tym miesiącu

Bądź na bieżąco - kup cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych
i wszystkich magazynów Wyborczej