Tekst był opublikowany w "Gazecie Wyborczej" 8 marca 2008 r.

To był chyba już marzec 1969 r. Jednego dnia wszystkich niemal skazanych za "wydarzenia marcowe 1968" wywożono z aresztu na Rakowieckiej do więzień karnych. Udało mi się, jechałem w suce z Jackiem Kuroniem, on do Wronek, ja dalej, do Potulic. Nie widzieliśmy się równo rok, za nami było śledztwo, proces, wyroki. Pamiętam jak dziś jedno z pierwszych zdań, jakie padły,

już nawet nie wiem, czy bohatera filmu "Grek Zorba" pierwszy zacytował Jacek, czy ja: "Jaka piękna katastrofa".
Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej