Reportaż ukazał się w "Dużym Formacie", 12 stycznia 2004 r.

Lęk, który towarzyszy mi przez całe życie, odziedziczyłam po matce i babci. To lęk samotnej kobiety, że nie zdoła uratować swojego dziecka.

Kiedy Marysia wychodzi na dyskotekę, moja udręka jest niemalże fizyczna. Ale nigdy nie daję tego po sobie poznać.

Wczoraj wróciła o pierwszej w nocy. Wskoczyła do mojego łóżka, przytuliła się i zaczęła opowiadać: "Wiesz, mamo, jacy ci faceci są dziwni. Stali pół wieczoru pod ścianą, miny obojętne, w końcu sama poprosiłam jednego do tańca i nagle wszyscy zaczęli się bawić... Mamusiu, nie martwiłaś się o mnie, prawda?".

To dostaję za to, że potrafię dla niej zapomnieć o swoim lęku.

Inna rzecz, której się boję, to strach Marysi, kiedy w nocy wstaję do toalety albo idę do kuchni ukroić chleba i nóż upadnie mi na podłogę. Ciągle nie wiem, w jaki sposób otwierać drzwi jej pokoju.

Pozostało 97% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej