Reportaż był opublikowany w "Magazynie", dodatku do "Gazety Wyborczej", 7 stycznia 1994 r.

Jacek P., lat 26: - Aby mama nie wiedziała, że jest chora na raka, leżała na chirurgii. Gdy widzieliśmy się ostatni raz, była z czegoś niezadowolona, miała pretensję o jakiś drobiazg. Pojechałem do domu podenerwowany, a ona tej nocy umarła. Umierała kilkadziesiąt minut; lekarz i siostra oddziałowa mieli mój numer telefonu i nikt do mnie nie zadzwonił. Rano okazało się jeszcze, że już po moim wyjściu ze szpitala telefonował brat mamy i nie pozwolono jej z nim porozmawiać.

Po mamie dali mi w szpitalu worek, a w nim brudną bieliznę, dwie pomarańcze i dowód osobisty.

Tyle zostało z żywego człowieka. Plus poczucie winy, że umierała sama, z pretensją o ten drobiazg...

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej