Tekst był opublikowany w „Gazecie Wyborczej”6 września 1997 roku

Na jednej z ostatnich fotografii uśmiecha się dyskretnie. Odprężona twarz, bez śladu stresów. Trochę krzywy nos, lekko krzywe zęby, delikatny makijaż wokół filuternych oczu, niezbyt zadbana fryzura, skromny, choć gustowny strój. Nie księżna. Diana. Po prostu.

Wreszcie była sobą? Czy znalazła to "prawdziwe szczęście" w związku z egipskim miliarderem - playboyem?

Na zdjęciach promieniuje. Taka przejdzie do legendy.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej