Decyzja o wyjęciu ciała z grobu zapadła pomimo sprzeciwu rodziny. 23 kwietnia o godzinie 23 pod bramą cmentarza zbierało się około 50 osób. To najbliżsi Agackiej-Indeckiej, przedstawiciele łódzkiego środowiska prawniczego, ruchów i organizacji prodemokratycznych. W końcu przywieziono matkę zmarłej. Chwilę potem doszło do incydentu. Okazało się, że część protestujących próbuje przedostać się na teren cmentarza. Wśród nich była Anna Wieczorek, aktywistka z Warszawskiego Strajku Kobiet. O tamtej nocy opowiada:

To barbarzyńska decyzja prokuratury. Przyszliśmy żeby wesprzeć rodzinę, która się na to nie godziła. To był ludzki odruch. Będący tam ze mną kolega mówi, że najbardziej prymitywne ludzkie istoty z początków naszych dziejów miały szacunek dla zmarłych.


Eugeniusz B., zarządca cmentarza, zobaczył aktywistów i wezwał ich do opuszczenia obiektu. Na potrzeby śledztwa Prokuratury Łódź Polesie zeznał, że polecenie to skierował do dwóch napotkanych grup. Wieczorek miała tego nie słyszeć, bo stała wtedy zaraz przy grobie, niedaleko matki zmarłej.
- Według prawa ekshumacje powinny odbywać się w ciągu dnia. Miałam nadzieję, że przez naszą obecność ktoś z urzędników zdecyduje się chociaż odłożyć tę czynność do świtu. Byliśmy ubrani na czarno. Nie mieliśmy transparentów. Cmentarz nie jest miejscem do demonstrowania czegokolwiek – mówi Wieczorek.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej