Pomysł na rejs dookoła świata 67-letniej Elżbiecie Dąbrownej nie podobał się od początku.

– Sprzedawaliśmy samochód. Kiedy przyszła klientka, dopytywała, dlaczego sprzedaję – opowiada Elżbieta. – Odpowiedziałam: wypływam.

– Gdzie pani wypływa? – dopytała.

– Na Karaiby.

– Tak daleko? – zrobiła wielkie oczy.

– Tak sobie życzy mąż – tłumaczyłam. – Sama pływać nie lubię, spełniam jego marzenia. Jest w takim wieku, że może być to jego ostatnie marzenie. I tak by popłynął, a samego go przecież nie puszczę.

Stanisław od dziecka mówił, że będzie lotnikiem albo żeglarzem. W pierwsze rejsy wypływał jeszcze w latach 60...

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej