Pomysł na rejs dookoła świata 67-letniej Elżbiecie Dąbrownej nie podobał się od początku.

– Sprzedawaliśmy samochód. Kiedy przyszła klientka, dopytywała, dlaczego sprzedaję – opowiada Elżbieta. – Odpowiedziałam: wypływam.

– Gdzie pani wypływa? – dopytała.

– Na Karaiby.

– Tak daleko? – zrobiła wielkie oczy.

– Tak sobie życzy mąż – tłumaczyłam. – Sama pływać nie lubię, spełniam jego marzenia. Jest w takim wieku, że może być to jego ostatnie marzenie. I tak by popłynął, a samego go przecież nie puszczę.

Stanisław od dziecka mówił, że będzie lotnikiem albo żeglarzem. W pierwsze rejsy wypływał jeszcze w latach 60. Pływał z kolegami po Adriatyku, u wybrzeży ówczesnej Jugosławii. Z Elżbietą poznali się już w Technikum Mechaniczno-Elektrycznym w Gdańsku, gdy organizowali Dzień Nauczyciela. Elżbieta mówi, że to nie była miłość od pierwszego wejrzenia. Ślub wzięli po roku. Kariera: ona – pracownica biurowa Zakładów Okrętowych Urządzeń Elektrycznych „Elmor”. Od 1994 r. nie pracowała, zajmowała się niepełnosprawnym synem. On pracował m.in. w stoczni, był mechanikiem w szkole budowlanej, pracował w Energomontażu, w ostatnich latach był agentem ubezpieczeniowym, a do emerytury brokerem ubezpieczeniowym m.in. od statków. Miał stopień kapitana, w 2001 r. ukończył kurs nurkowania.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej