Czwarta rano, komisariat policji. Cicho i pusto. Natalia staje przy okienku oficera dyżurnego.

– Dobry wieczór, chciałam zgłosić gwałt.

– Jaki gwałt? – policjant odrywa się od telewizora.

– Na koleżance. Została zgwałcona.

Funkcjonariusz podpiera się na łokciach, wychyla głowę, a Natalia wskazuje dłonią Agnieszkę. Siedzi na krześle, ubrana w sukienkę na ramiączkach, łzy ciekną jej po policzkach, wzrok wbity w podłogę.

– Kiedy została zgwałcona?

– Dziś w nocy.

– Gdzie?

– W Sopocie.

– To dlaczego zgłaszacie to tu? Przecież to Rumia, a nie...

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.