Sytuacja jest na tyle poważna, że przestaje to być kryzys polityki jednej formacji politycznej, obrót spraw zaczyna zagrażać całemu państwu polskiemu. Nie ma co się śmiać, nie ma co rozpaczać – trzeba się zastanowić, co robić.

Po wybuchu kolejnej odsłony sporu z Izraelem wypowiedzi najważniejszych członków rządu świadczą o bezradności. Minister Czaputowicz smętnym głosem mówi o oczekiwaniu reakcji rządu Izraela na słowa p.o. ministra spraw zagranicznych Israela Katza o polskim „antysemityzmie wyssanym z mlekiem matki”. Premier Morawiecki z właściwym sobie nadęciem ogłasza sukces Polski, jakim ma być odwołanie szczytu Grupy Wyszehradzkiej w Jerozolimie, choć w tym czasie przy kolacji z premierem Netanjahu siedzieli premierzy Czech i Słowacji, a Viktor Orbán wręcz stał się gwiazdą, zapowiadając przeniesienie przedstawicielstwa handlowego ambasady Węgier z Tel Awiwu do Jerozolimy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej