Dorota Wysocka-Schnepf: Panie marszałku, jak to jest możliwe, że pomnik prałata Jankowskiego w ogóle stanął? Nie teraz, tylko wtedy, w 2012 roku?

Bogdan Borusewicz: Niech pani mnie nie pyta, jak to jest możliwe. On stanął, bo zawiązał się komitet budowy. Ludziom była znana ta jasna strona księdza Henryka Jankowskiego. Chociaż ja nie ukrywałem, że wiedziałem o jego wieloletniej współpracy agenturalnej, i mówiłem to. Tylko nie wszyscy chcieli słuchać.

Właśnie, pan mówił. Były już publikacje przecież i profesora Friszke, i doktora Majchrzaka. Była sprawa, którą prowadziła prokuratura w 2004 roku, związana z pedofilią.

- Niech pani nie pyta o pedofilię, bo ja na ten temat nic nie wiem. Wiem zaś o jego współpracy agenturalnej. Oczywiście to jest tak, że współpraca agenturalna to jest poważny problem, a to podejrzenie o pedofilię to jest katastrofa. Takie są proporcje. Akurat ta współpraca agenturalna mnie dotknęła, bo on usiłował także mnie wskazać, moje miejsce ukrycia w listopadzie 1984 roku, wtedy kiedy kierowałem podziemiem w regionie i kiedy byłem na liście do nadzwyczajnych poszukiwań. Bezpieka robiła wszystko i skierowała bardzo duże nakłady sił i środków, żeby mnie aresztować. To on wskazał osobę, która ze mną miała kontakt i załatwiła mi mieszkanie.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej