Na razie jest cisza przed burzą. Słychać co prawda o lekcjach na zmiany, opóźnionych rozbudowach, pierwszakach, które któryś z burmistrzów umieścił w baraku, a inny w hotelu, albo o siódmoklasistach, którzy dowiadują się właśnie, że nauka w zreformowanej przez PiS i Annę Zalewską podstawówce jest jak praca na pełnym etacie.

Sama „kumulacja” na razie jest rozproszona: ostatni gimnazjaliści mają lekcje u siebie, według swojego programu, a pierwsi po reformie uczniowie klas ósmych – u siebie.

Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej