• Zmierzch tradycyjnych taksówek obstawiają nie tylko firmy technologiczne. Coraz częściej biorą w tym udział giganci z innych branż.
  • Za Taxify stoją m.in. Didi Chuxing (chiński rywal Ubera) oraz niemiecki Daimler.
  • Na wojnach cenowych aplikacji przewozowych najbardziej ucierpią tradycyjne taksówki.

Spóźniony do pracy. Za oknem pada, więc rower miejski nie kusi, choć kosztuje najwyżej 1 zł. Do wyboru mam: licencjonowaną taksówkę z Mytaxi albo iTaxi za około 20 zł. Uber chce zawieźć mnie do pracy za 15 złotych. To nie jest zaporowa cena za 5 km, ale czy da się taniej? Da się. Taxify, estoński rywal Ubera, liczy sobie niecałe 7 zł, bo ma teraz w Warszawie promocję. W tej cenie mają się zmieścić: wynagrodzenie dla kierowcy, paliwo, koszty eksploatacji auta (ubezpieczenie, leasing, etc.) oraz wynagrodzenie przewoźnika, czyli firmy prowadzącej aplikację.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej