- Pełne zaskoczenie u prezydenta. Nie ma samodzielnego ministerstwa cyfryzacji – napisała na Twitterze tuż po zaprzysiężeniu nowych członków rządu Streżyńska.

Informacją byli zaskoczeni także najbliżsi współpracownicy Streżyńskiej z resortu. - Nikt nic nie wie, nie wiemy, czy resort po prostu zmieni nazwę, zostanie połączony z innym czy rozwiązany. Totalne zaskoczenie, wszyscy w ministerstwie siedzą teraz na telefonach w korytarzach i próbują się czegoś dowiedzieć - przyznaje jeden z nich anonimowo.

Zobacz - "Wygranym jest zdecydowanie prezydent". Komentarze po rekonstrukcji rządu

Jeszcze w poniedziałek na giełdzie następców Streżyńskiej pojawili się Piotr Nowak, wiceminister finansów, i Krzysztof Szubert, wiceminister cyfryzacji. Żaden z nich nie objął tego stanowiska.

Pracownicy Ministerstwa Cyfryzacji spekulują, że otoczenie premiera uznało, że następca Streżyńskiej nie będzie tak dobrze odbierany przez rynek jak ona. Ostatecznie zdecydowano się na inne rozwiązanie. Jakie? Jeszcze godzinę temu mówiło się o dwóch scenariuszach: dotychczasowe zadania resortu trafią do kancelarii premiera albo częściowo przejmie je nowe Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii z Jadwigą Emilewicz, dotychczasową wiceminister rozwoju, na czele. Jednak przed chwilą kancelaria premiera poinformowała na swojej witrynie o tym, że bezpośredni nadzór nad Ministerstwem Cyfryzacji przejmie prezes Rady Ministrów. Ale ma to być rozwiązanie tymczasowe.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej