Niektórych argumentów, jak wskazywanie, że kredyty w obcych walutach zaciągają zazwyczaj osoby zamożne, a ostatnio płace przecież rosną w rekordowym tempie, nie wypada nawet komentować. Nad innymi jednak warto się pochylić. – To obowiązek państwa, aby dbać o jakość oferty kredytowej – powiedział mi parę miesięcy temu prezes jednego z największych polskich banków.

W sprawie kredytów walutowych banki więc najchętniej umyłyby ręce, dodatkowo stosując przy tym miłą dla ucha sporej części Polaków retorykę: że przecież każdy jest sobie winny, bo znał ryzyko, a sprytnie chciał się załapać na tańszy kredyt.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej