Jeden z najbardziej palących i doskwierających nam problemów? Ceny mieszkań. Na szczęście polityków przez ostatnie 30 lat udało nam się z sukcesem wmówić, że o ile infrastruktura czy edukacja to domeny państwowe, tak mieszkanie to sprawa całkowicie prywatna. Debata na ten temat praktycznie nie istnieje.

Nic więc dziwnego, że ceny mieszkań w Warszawie są już niemal porównywalne do cen w Berlinie, za równowartość (całość!) płacy minimalnej da się wynająć co najwyżej świeżo przeciągniętą pędzlem norę, a my wciąż kładziemy sobie nóż na gardło na 40 lat, żeby w wieku lat 70 stać się dumnymi właścicielami (czy raczej już: rychłymi spadkodawcami) 60 mkw. na słabo skomunikowanych przedmieściach.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej