Czyżby Kaczyński przed kolejnymi wyborami poszedł o krok dalej niż dotychczas. Już nie tylko obiecał (tak jak niepełnosprawnym po 500 zł), dał (500 plus na pierwsze dziecko i 13. emeryturę), ale zapowiedział, czego nie zabierze.

Podatek katastralny od nieruchomości jest rzeczywiście zabraniem z rodzinnych budżetów dużych pieniędzy. Jego wysokość uzależniona jest od wartości nieruchomości. A więc im więcej warta jest nieruchomość, tym więcej podatku należy zapłacić. Za 55-metrowe mieszkanie w centrum Warszawy (cena około połowy miliona złotych) - trzeba by było zapłacić rocznie nawet 1800 zł.

Zaskoczeni są specjaliści od nieruchomości, a dziennikarze ekonomiczni zachodzą w głowę, czemu kataster nagle pojawił się w debacie publicznej. Jak dotychczas ani premier, ani rząd, ani PiS-owscy ekonomiści o wprowadzaniu takiego podatku od nieruchomości nie mówili. Jedynie Fundacja Batorego w raporcie o finansowaniu w samorządach wspomina o nim jak formie finansowania gmin.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej