To idzie młodość. I chce uszczęśliwić starość, zabierając jej samochody - napisał Wojciech Maziarski, odnosząc się do postulatu, by bodźcami finansowymi zniechęcać ludzi do poruszania się autami po mieście. 

Komunikacyjny horror staruszka

Wyobraźmy sobie… 80-letni Wojciech Maziarski właśnie usłyszał, że odebrano mu prawo jazdy - zbyt słabo widzi, żeby móc dalej prowadzić samochód. Budzi się rano w swoim mieszkaniu. Lodówka pusta. Trzeba pójść do sklepu.

W bloku windy nie ma. Trzy piętra w dół to kwadrans schodzenia. Potem 300 metrów po nierównym chodniku. Sytuację uratowały balkonik i siła woli. Spocony Maziarski otarł pot z czoła. Jeszcze 100 metrów i będzie przejście dla pieszych.

Na światłach miał dwie minuty żeby odpocząć, nim zapali się zielone dla pieszych. Patrzył, jak samochodami jadą 60-latkowie w pełni sił. Mogliby biegać, jeździć rowerem.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej