Jak promować wśród mieszkańców komunikację miejską i jak ich przekonać, by przesiedli się do niej z samochodów? Dyskutowali o tym we wtorek uczestnicy kongresu Izby Gospodarczej Komunikacji Miejskiej.

Nie znaleźli odpowiedzi. Bo jeśli chcielibyśmy zmienić zwyczaje transportowe mieszkańców, to namawianie ich do tego promując transport zbiorowy jest jedna z najtrudniejszych dróg, o ile w ogóle możliwą.  

Co musiałby usłyszeć mieszkaniec o autobusie, żeby pojechać nim zamiast autem? To trudne nawet w miastach, gdzie transport publiczny działa dobrze, jak w Warszawie przeładowanej samochodami. Z komunikacji miejskiej korzysta ponad połowa mieszkańców, czyli relatywnie dużo, ale ta liczba spada. Tak samo jest we Wrocławiu. Co więc zrobić? Wprowadzić opłaty dla kierowców. To zadanie dla urzędników w samorządach.

Sięganie do kieszeni 

To jedyna droga, jeśli chcemy na ulicach mniej samochodów, a więcej pasażerów w autobusach i tramwajach. Mieszkańców nie da się bowiem przekonać do zmian przyzwyczajeń transportowych po dobroci. To jednak nie odpowiedzialność ich, by równoważyć transport w miastach. 

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej