Mechanizm ten zwany przedsionkiem strefy euro polega na utrzymywaniu przez pewien czas - zwykle dwa lata lub dłużej - stabilnego kursu krajowej waluty w stosunku do euro. Waluta może się wahać w granicach uzgodnionych z Europejskim Bankiem Centralnym. Jeśli ten test zda, może w odpowiednim momencie wejść do strefy euro, choć nie musi. Duńska korona przebywa w ERM II od 20 lat, ma się dobrze, ale Duńczycy nie zamierzają wejść do strefy euro.

Postawienie przez Adama Glapińskiego sprawy ERM II cztery dni przed wyborami do Parlamentu Europejskiego było chyba nieprzypadkowe.

O ile przyjęcie euro wymagałoby zmian konstytucji, co raczej będzie niemożliwe w kolejnej kadencji Sejmu, o tyle o wejściu do „przedsionka” euro decydują rząd oraz NBP. Ponieważ badania opinii pokazują, że większość Polaków obawia się euro, to politycy Koalicji Europejskiej unikają tego tematu, mówiąc, że sprawy nie ma, bo konstytucja i tak na to nie pozwala.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej