Ksiądz prałat Witold Andrzejewski, kapelan gorzowskiej "Solidarności", duszpasterz miejscowej opozycji i studentów, jest nazywany gorzowskim Popiełuszką. W PRL ściśle współpracował z gorzowską opozycją antykomunistyczną. I dostarczał jej cennych informacji. Jakim sposobem? Otóż miał swoich zaufanych trzech agentów w gorzowskim SB: Tadeusza Klimanowskiego, Augustyna Skitka i Krzysztofa Kęskiego.

To oni przekazywali mu tajne dokumenty o planowanych akcjach bezpieki wymierzonych w członków "Solidarności" i niewygodnych duszpasterzy. Zawiadamiali o prowokacjach, które SB planowało w czasie pielgrzymek i w siedzibie biskupa gorzowskiego. Dzięki ich informacjom udało się uniknąć aresztowania wielu opozycjonistów i ukryć sprzęt do drukowania ulotek.

Trójka funkcjonariuszy przyjaźniła się z Andrzejewskim także w wolnej Polsce, a ksiądz pisał w ich sprawie pozytywne opinie w nowych miejscach pracy. Dzięki opinii księdza Andrzejewskiego cały trójkę sąd w 2012 r. uznał za osoby „wspierające organizacje działające na rzecz niepodległego Państwa Polskiego”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej