W ostatnich latach i miesiącach lawinowo wycofywali się z tras przewoźnicy autobusowi, a w walce o pasażera nie utrzymały się nawet zagraniczne firmy, które gotowe były czekać na ucywilizowanie polskiego rynku przewozów.

Już się przyzwyczailiśmy, że autobusy znikają. Przewoźnicy lawinowo wycofują się z tras, nie jeżdżą wcale albo tylko kilka razy dziennie, a to żadna oferta. Mieszkańcy nie mają jak dotrzeć do pracy czy na uczelnie i zmuszeni są, o i ile ich stać, kupić  samochód. Według badań prawie 40 proc. mieszkańców wsi mieszka w gospodarstwach domowych, w których potrzebne są aż dwa samochody.

Pendolino? Nowe, zmodernizowane pociągi? Wszystko pięknie to z zewnątrz wygląda, tylko dlaczego nawet w dużych miastach zadowolonych z oferty kolei jest tylko 60 proc. mieszkańców? Tajemnicą dobrze działającej kolei (patrz Czechy, Szwajcaria, Austria) jest bowiem to, że pociągi jeżdżą często i regularnie, czyli odwrotnie niż w Polsce. Dopiero taka kolej jest elastyczna, czym przyciąga pasażerów.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej