Prof. Adam Glapiński powinien odejść ze stanowiska prezesa NBP niezależnie od tego, czy potwierdzą się wątpliwości dotyczące jego związków z aferą KNF. Jego publiczne wypowiedzi oraz działania w samym NBP coraz wyraźniej pokazują, że nie respektuje on zasad, na których oparta jest współczesna bankowość centralna. Wykorzystując reputację NBP do obrony własnej pozycji, staje się on obciążeniem dla instytucji niezbędnej w utrzymaniu stabilności makroekonomicznej i finansowej kraju. Szanse, że odejdzie, są jednak niewielkie, chyba że stanie się wystarczająco dużym balastem dla obecnej władzy.

Można się zastanawiać, czy poprzez swoje wypowiedzi, a częściowo też przez podjęte działania, Adam Glapiński poniósł większe straty reputacyjne jako profesor czy jako prezes banku centralnego.

Z punktu widzenia interesu publicznego zdecydowanie większe znaczenie mają konsekwencje dotyczące wiarygodności NBP, aczkolwiek pośrednim skutkiem będzie też pewien spadek zaufania do akademickiego środowiska ekonomistów, co na dłuższą metę będzie niekorzystne.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej