A jeśli nie jeżdżą, bo właśnie je wycofano? Wtedy zaczynamy analizować: stać nas na samochód? A może ktoś nas będzie podwoził? A jak nie? „Samorządy na ogół nie były zainteresowane organizacją publicznego drogowego transportu zbiorowego i jedynie administrowały tym transportem” - to cytat z raportu Najwyższej Izby Kontroli za lata 2013-15. Czyli władze lokalne nie widzą problemu. 

Samochodowy przymus 

W 2019 r. w transporcie autobusowym będzie tylko gorzej. Świadczy o tym strumień komunikatów o już zawieszonych połączeniach autobusowych i powiększające się białe plamy transportowe.

Gdyby spytać przewoźników, wielu powie, że nie mają się za co utrzymać, bo ludzie wybierają samochód. Jest jednak odwrotnie: to brak minimalnej oferty, która zapewni możliwości dojazdu autobusem do szkoły, pracy, lekarza, kina, znajomych, wymusza na nas zmotoryzowanie się. 

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej