Jedną z niewielu instytucji,  z której mogliśmy być dumni, był nadzór bankowy. Do 2006 roku działał w ramach Narodowego Banku Polskiego, później został przeniesiony do  Komisji Nadzoru Finansowego.

Przeciętni Polacy, nawet wykształceni, o nadzorze bankowym niewiele wiedzieli, nazwiska, a tym bardziej twarze szefów nadzoru, nie pojawiały się w mediach. Bo ich zadaniem nie było zabieganie o popularność, lecz wykonywanie dyskretnej pracy zapewniającej stabilność systemu bankowego. O tym, że pracę tę wykonywali dobrze, świadczyła kondycja polskich banków, które bez wstrząsów przeszły przez największy światowy kryzys finansowy w latach 2008-09.

Dyskrecja w nadzorze finansowym jest bardzo ważna. Z jednej strony nadzór musi sygnalizować opinii publicznej, że banki lub parabanki są zagrożone – publikuje listę publicznych ostrzeżeń. Z drugiej - publiczne informacje o tym, że któraś instytucja finansowa jest źle oceniana przez nadzór, mogą spowodować paniczną ucieczkę klientów i w efekcie przyspieszyć upadek. Nadzór nie może być ani pobłażliwy, ani przesadnie rygorystyczny. Przede wszystkim zaś musi być dyskretny i wiarygodny.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej