W piątek w Sejmie miało się odbyć trzecie - ostatnie - czytanie projektu ustawy, która ma rozpocząć wielką reformę stacji kontroli pojazdów, a jednocześnie wprowadzić w Polsce przepisy unijnej dyrektywy o okresowych badaniach przydatności pojazdów do ruchu.

To ma poprawić bezpieczeństwo na drogach Europy, a Polska pod tym względem od lat zajmuje jedno z najgorszych miejsc w UE. Kontrole przeprowadzone przez NIK w 2009 r. i potem, w 2017 r. pokazały, że obecnie stacje kontroli pojazdów nie stanowią szczelnego sita dla pojazdów, które z powodów technicznych w ogóle nie powinny jeździć po drogach, bo np. po wypadku naprawiono je w ten sposób, że zostawiają trzy, a nie dwa ślady po kołach. Albo mają wadliwy katalizator lub wycięto z nich filtr DPF, usuwający ze spalin sadzę, która może powodować choroby płuc i układu krążenia.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej