Do późnej nocy we wtorek przedstawiciele rządów państw UE debatowali nad wspólnym stanowiskiem w sprawie przymusowej redukcji emisji CO2 z nowych aut w przyszłej dekadzie. Komisja Europejska zaproponowała zmniejszenie tych emisji o 30 proc., ale w zeszłym tygodniu Parlament Europejski zażądał redukcji aż o 40 proc. i zmuszenia koncernów motoryzacyjnych, by w 2030 r. ponad jedna trzecia sprzedawanych przez nie aut miała napęd elektryczny.

– To nierealistyczne – stwierdziło europejskie stowarzyszenie koncernów samochodowych, a ich stanowisko osobiście wsparła kanclerz Niemiec Angela Merkel.

Polski języczek u wagi

Ostatecznie rządy państw Unii uzgodniły, że do 2030 r. emisje CO2 z nowych aut w Europie mają być zmniejszone o 35 proc. Taki kompromis zaproponowała Austria, która obecnie przewodzi UE i bardzo chce, aby ostateczna decyzja Unii w sprawie redukcji CO2 z aut została przyjęta w czasie austriackiej prezydencji – czyli przed końcem 2018 r.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej