Wymiana kotłów, dofinansowanie termomodernizacji domów albo zakup niskoemisyjnych autobusów miejskich – w całej Polsce trwa wielka mobilizacja w walce ze smogiem. Postępami chwalą się samorządy, które pozyskują dotacje na ograniczenie emisji szkodliwych pyłów, wysyłają drony nad kominy albo kupują oczyszczacze powietrza do przedszkoli.

Czyste powietrze to priorytet naszego rządu – coraz głośniej powtarzają politycy Prawa i Sprawiedliwości. Coraz częściej w kontekście kampanii wyborczej. O tym, jak zaciętą walkę ze smogiem toczy rządząca partia, przekonywał niedawno w Krakowie minister infrastruktury Andrzej Adamczyk. Ten sam, który jeszcze przed wyborami parlamentarnymi wespół z Beatą Szydło krytykował pomysł przyjęcia ustawy antysmogowej.

Dziś w szeregach PiS górę wziął zdrowy rozsądek. Albo widmo miliardowych kar od Unii. A może widmo gniewu duszących się wyborców. Ministerstwa zaczęły wykładać pieniądze na walkę ze szkodliwymi pyłami. To dało rządzącym narzędzie, którym próbują zamknąć usta każdemu, kto zechce przypomnieć o tym, jak złe jest w Polsce powietrze.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej