Jest taka zabawka, dzięki której dzieci uczą się kształtów. Kojarzycie? Kwadrat trzeba włożyć w kwadratowy otwór, trójkąt - w trójkątny. I tak dalej. Podobnie jest z prawem. Jeśli chcesz sprzedać auto, sięgasz po umowę kupna-sprzedaży. Chcesz wynająć mieszkanie? Jest umowa najmu. Potrzebujesz pracownika? Do dyspozycji masz umowę o pracę. Proste? Wielu to przerasta.

10 września ukazał się mój tekst o tym, jak zatrudnia się w Polsce. AmRest - operator takich marek jak KFC, Burger King czy Pizza Hut - na umowach-zleceniach zatrudnia 6,5 tys. z 14 tys. osób pracujących w jego lokalach. Provident - 5 tys. doradców.

I wtedy zalały mnie dziesiątki komentarzy: "Przecież płacę pracownikom minimalną i ZUS, więc o co chodzi?". "Te umowy są w polskim porządku prawnym!" - oburzali się pracodawcy.

Ozusowanie zleceń w 2016 roku (przeforsowane jeszcze przez rząd PO-PSL) i wprowadzenie stawki minimalnej za godzinę pracy na umowie-zleceniu rok później przez rząd PiS były gestami rozpaczliwymi: coś musiano zrobić, żeby zatrzymać rozrost zatrudnienia na umowach niedających prawa do urlopu, skorzystania z opieki lekarskiej, szans na emeryturę i zdolności kredytowej czy pracę w ochronie po 300, 400, a nawet 600 godzin miesięcznie za 5 do 7 zł za godzinę

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej