Śpieszę donieść, co się dzieje w sprawie śmieciówek, których likwidację trzy lata temu obiecał PiS: już znowu nic. Na dodatek mamy niemal pewność, że – wbrew nadziejom niektórych lewicowych komentatorów – w kwestii umów cywilnoprawnych PiS nie okaże się tak wywrotowy, jak przywykliśmy, i raczej powtórzy drogę, którą podążała PO.

Od kiedy w kwietniu projekt nowego kodeksu pracy trafił do kosza, resort obiecywał, że – aby 1,5 roku pracy ekspertów się nie zmarnowało – wybierze z niego niektóre zapisy i zaimplementuje w starym kodeksie. Jednak w środę wiceminister Marcin Zieleniecki przyznał, że do przeglądu nie doszło, a resort nie ma żadnych propozycji na reformę kodeksu: prosi za to o propozycje związków i pracodawców. Jest jeden warunek: mają być „niekontrowersyjne”. Minister wskazał, że znowelizować można by np. przepisy o telepracy czy o działaniach pojednawczych (ilu z Państwa wie, o czym mowa?). O umowach cywilnoprawnych – ani słowa.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej