Nie jest tajemnicą że Morawiecki od dawna chce głowy swojego ministra. Nie podobają mu się awanse menedżerów, które forsuje w podległych sobie spółkach Tchórzewski. Zaletą menedżerów mają być nie kwalifikacje, ale miejsce zamieszkania w mateczniku ministra - w okręgu siedlecko-ostrołęckim.

Premier miał już domagać się dymisji Tchórzewskiego podczas odwiedzin u Jarosława Kaczyńskiego w szpitalu. Ale zgody nie dostał. Prezes nie chce jakichkolwiek większych zmian w rządzie przed wyborami samorządowymi. Uważa, że to mogłoby zostać źle odebrane przez wyborców.

Morawieckiemu udało się więc tylko odebrać Tchórzewskiemu nadzór nad kluczowymi spółkami skarbu państwa - Orlenem i Lotosem. To jednak wystarczyło, aby rozsierdzić ministra energii, który postanowił zaatakować premiera.

Minister wydał właśnie opinię do promowanej i wymyślonej przez Morawieckiego reformy pracowniczych planów kapitałowych. Chodzi o to, aby Polacy część pensji odkładali na  dodatkową emeryturę, bo ta z ZUS nie wystarczy w przyszłości na życie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej