Opłata emisyjna, czyli ok. 10 groszy dodanych do każdego litra paliwa (w założeniu 1,7 mld zł rocznie), ma iść w większości na konto Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, który z tych pieniędzy ma opłacać walkę ze smogiem. To kolejny pomysł po wprowadzeniu opłat za torby foliowe w sklepach. I kolejny pusty.

Zarządzający miliardami Fundusz jest obecnie instytucją, która ograniczanie smogu rozumie jako remontowanie kościołów i zazielenianie parafialnych ogródków. Bo takie projekty przez ostatnie dwa lata były finansowane z NFOŚ. W ramach swojej „antysmogowej” działalności w 2015 r. zakończył rozpoczęte przez poprzedni rząd programy na rzecz czystego powietrza, m.in. wsparcie finansowe wymiany pieców kopciuchów. A to właśnie palenie w piecach słabej jakości węglem i czym popadnie jest główną przyczyną smogu w kraju. Nikt nie prowadzi systemowej walki ze smogiem w Polsce.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej