Nie osiągniemy jej, jeśli nie rozwiążemy źródła problemu. Są nim węgiel, ubóstwo energetyczne i fatalny stan wielu polskich domów.

Te trzy czynniki widać najwyraźniej na wsi i obrzeżach miast. Rozproszone domy zbudowane kilkadziesiąt lat temu, z których ciepło ucieka drzwiami, oknami i przez ściany, zwiększają zużycie energii nawet o 50 proc. Rząd to wie. Obserwuje, jak działają fundusze termomodernizacyjne w sąsiednich krajach. Ale do dziś nie wprowadził programów pomagających Polakom w docieplaniu domów, co dałoby im oszczędności na rachunkach. Temat jest nieopłacalny dla spółek górniczych czy energetycznych.

A nasz krajobraz tak wygląda: wieś, kilka domów, pola, znów dom, pole... Odległości między budynkami są takie, że nie opłaca się budować sieci ciepłowniczych....

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej