- Jeśli tzw. cool factor [fama, wskaźnik określający, jak "fajowe" jest dane zjawisko - red.], na którym wypłynęły iPhone’y, zadziała w przypadku elektrycznych aut, to już w 2035 r. co trzeci nowy samochód będzie miał wtyczkę. Ich liczba przekroczy 450 mln - twierdzi Spencer Dale, główny ekonomista British Petroleum.

- Bez dwóch zdań mamy do czynienia z przełomem technologicznym – przyznaje Adam Whitmore, brytyjski autorytet w branży energetycznej, doradzający 100 największym firmom świata.

„Disruptive technologie” oznacza trzęsienie ziemi w branży. Szanse dla nowych graczy i zagrożenie dla pewnych siebie potentatów, którzy padają z hukiem i niedowierzaniem. Jak np. Eastman Kodak Company.

 Kodak. Jak zaprzepaścić wszystko

Fotograficzny gigant miał aż nadto okazji, by uniknąć zagrożenia. Kiedy Steve Sasson, jeden z jego inżynierów, skonstruował pierwszy w świecie cyfrowy aparat, usłyszał od swych szefów: „No fajnie, tylko nikomu o tym nie mów!” Był rok 1975. Złoty czas dla firmy żyjącej z aparatów, ale przede wszystkim błon fotograficznych i chemikaliów do ich wywoływania. Aparat Sassona był zwiastunem największej fotograficznej rewolucji. Zbagatelizowanym. Podobnie jak wyniki proroczego raportu z 1981 r. Kiedy Sony pokazało Mavicę – swój pierwszy elektroniczny aparat - jeden z kooperantów Kodaka spytał, czy powinien się martwić o losy branży. Dziś Kodak – symbol zmarnowanych szans i patentów - wart jest tylko 140 mln dol.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej