Smród wydobywający się z wielkich ferm drobiowych, hodowli zwierząt futerkowych albo chlewni to problem dla mieszkańców wielu wsi. Ale uprzykrza też życie w miastach. W Krakowie mieszkańcy bloków w Płaszowie od lat narzekają na fetor zawiewany pod ich okna z pobliskich kompostowni i garbarni. Niektórzy narzekają na nudności, bóle głowy czy brak ochoty na seks. Inni twierdzą, że z powodu codziennej dawki smrodu wpadli w depresję i mają myśli samobójcze, bo za oszczędności życia kupili apartament, w którym tak śmierdzi, że nie da się wytrzymać.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej