EDYTA BRYŁA: Mamy zbyt dużo samochodów w miastach, ale gdy wraca pomysł ograniczeń, ludzie się buntują: transport zbiorowy jest kiepski!

MICHAŁ WOLAŃSKI, katedra transportu SGH: Problem z natężeniem ruchu jest prawdziwy. W Warszawie na przykład ogromnie wzrasta liczba aut wjeżdżających spoza miasta. Ale zacząłbym od pytania dlaczego.

To, że wszędzie musimy jeździć samochodem, wymuszają miejsca, w których mieszkamy – gorzej położone, słabo skomunikowane. Bo tam jest taniej, można oszczędzić paręset złotych na ratach kredytu.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej