W kontenerze na parkingu największego w Wilnie supermarketu Maxima unosi się specyficzny smrodek mieszanki piwa ze słodzonymi napojami. Przy wmontowanych w jego prowizoryczne ściany recyklomatach robi się kolejka. Matka instruuje dwójkę swoich dzieci, jak wrzucać do maszyny puszki i butelki. Chwilę później odchodzą z wyplutym przez automat kuponem. Wykorzystają go w kasie sklepu.

Po nich przychodzi kolej Aureliusa. Worki wypełnione puszkami, butelkami po piwie i napojach przywiózł w bagażniku swojej zdezelowanej toyoty.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej