15 czerwca. XIV Zjazd Klubów „Gazety Polskiej” w Spale (Łódzkie). Prezes PiS Jarosław Kaczyński ogłasza swoją wolę. Wybory mają być w październiku. Jest to podane w bardziej zawoalowanej formie, ale nikt nie ma tu wątpliwości, że Kaczyński nie prosi, ale oczekuje.

– Prezydent jeszcze nie wyznaczył terminu, a ostatni termin to 10 listopada, ale mam nadzieję, że to będzie październik – mówił prezes PiS.

Najpewniej będzie to 13 października.

Skąd ten pośpiech? Jednym z powodów jest na pewno utrzymujący się optymizm w partii i wysokie poparcie po wygranych wyborach do europarlamentu. Im więc szybciej odbędą się wybory parlamentarne, tym jest większa szansa, że notowania PiS-u nie spadną. 

Ale jest też drugi powód - budżetowy. Podatków i składek nie można podnieść przed wyborami. Po wyborach to już zupełnie inna rzeczywistość. A trzeba zdążyć z tym jeszcze w tym roku. Zresztą PiS wymyślił sobie na to sprytny pomysł. Jaki?

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej