O swoim domu o powierzchni 1300 m kw, który zbudował pod Nowym Sączem, mówił z góralska „chałpa” zamiast „chałupa”.

Chałpa była tak duża, bo musiała być większa niż kurniki, w których Pazgan hodował kurczaki. W Nowym Sączu jest ulica Wąska, która wykupił w połowie lat 90. i przebudował. To ona, symbol XXI wieku, miała być pamiątką, jaka po nim zostanie. Zostało dużo więcej – została legenda o człowieku, który czego się nie tknął, to zamieniał w złoto. I przez większość życia miał jedno podstawowe zmartwienie: co zrobić z pieniędzmi, jakie zarabiał.

A zaczął zarabiać bardzo wcześnie, już w liceum. Te pierwsze pieniądze zawdzięczał grze na trąbce. Nauczył się grać w podstawówce muzycznej, potem wybrał liceum pedagogiczne, bo tam były zespoły muzyczne i uczono gry na instrumentach. Już trzeciej klasie miał własny zespół, z którym jeździł po góralskich wsiach i grał na weselach. Takie wesele trwa zwykle trzy dni, więc szybko szkoła stała się tylko dodatkiem do gry. Grał także, studiując pedagogikę specjalną aż do roku 1974. To wtedy żona postawiła mu warunek: albo ja, albo trąbka. Wybrał żonę. I porzucił alkohol, bo jak mówił, wypił już wystarczająco dużo.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej