Nowy program emerytalny to ukochane dziecko premiera Mateusza Morawieckiego. Nie ma tygodnia, aby premier go nie zachwalał. O co w nim chodzi? Otóż przyszli emeryci oprócz państwowej emerytury z ZUS mają dostawać także dodatkową emeryturę. Zakłada to przygotowana przez rząd reforma systemu emerytalnego, a dokładnie ustawa o pracowniczych planach kapitałowych, która wejdzie w życie już 1 lipca tego roku. Na początku obejmie ponad 3,3 mln pracowników największych firm, które zatrudniają powyżej 250 osób. W sumie PPK kierowane są jednak aż do ponad 11 mln zatrudnionych Polaków.

Wszyscy oni co miesiąc mają przekazywać na dodatkową emeryturę minimum 2 proc., a maksymalnie 4 proc. pensji (mniej tylko osoby z najniższą pensją).

Przystąpienie do programu oznacza więc, że będziemy dostawać mniejsze wynagrodzenie netto. Nic więc dziwnego, że wielu Polaków będzie zapewne chciało z programu się wypisać.
Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej