Latamy coraz więcej. Zwiększa się tłok na lotniskach, pasach startowych i w powietrzu. Razem z ruchem rosną też opóźnienia. Aż 85 proc. poniedziałkowych rejsów z Warszawy wszystkich linii lotniczych było opóźnionych. W Paryżu i Londynie opóźnionych było też 85 proc. odlotów, w Mediolanie 80 proc., we Frankfurcie 74 proc., a w Wiedniu "tylko" 58 proc. (według serwisu Flightradar24). To powtarzające się statystyki.

Widać, że problem narasta. Na Lotnisku Chopina w zeszłym roku opóźnionych więcej niż trzy godziny było 359 lotów, a rok wcześniej - 256, czyli wzrost wyniósł 40 proc. przy 8-proc. wzroście liczby lotów. W skali Europy pięć lat temu 85 proc. lotów było punktualnych lub opóźnionych nie więcej niż 15 minut, natomiast w zeszłym roku było ich już tylko 75,8 proc.

Średnie opóźnienie wzrosło w tym czasie z 9,7 do 14,7 minut.

W statystykach aż blisko połowa tego czasu to opóźnienia spowodowane innymi spóźnionymi lotami, czyli samolot wylatuje po czasie, bo wcześniej przyleciał na lotnisko spóźniony. 

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej