W środę padł rekord zapotrzebowania na moc w szczycie letnim - 24096 MW.  W tym roku stało się to wyjątkowo wcześnie, zazwyczaj do takich sytuacji dochodziło na przełomie lipca i sierpnia.  

Sierpień 2015 roku był wyjątkowo gorący w całym kraju. Klimatyzatory w sklepach, biurach i serwerowniach kręciły się jak szalone. Poziom wody w Wiśle spadał, aż do rekordowych 41 cm. Wiatru było jak na lekarstwo.

W polskich warunkach to recepta na kłopoty. Bo tak pożądany w upały prąd produkują głównie elektrownie węglowe, które do chłodzenia bloków potrzebują wody. Co roku latem jej wysoka temperatura i niski poziom w rzekach czy jeziorach powodują konieczność ograniczania pracy bloków. W takich okolicznościach w sierpniu 2015 doszło do awarii największej polskiej elektrowni Bełchatów, która została odłączona od systemu.

Nie pomogło wcześniejsze uruchamianie elektrowni awaryjnych, redukcja poboru u dużych odbiorców ani import prądu z zagranicy. Wprowadzono tzw. stopnie zasilania, czyli ograniczenia zarówno w dostarczaniu, jak i poborze energii u odbiorców przemysłowych.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej