Trzecia już nowelizacja ustawy prądowej, która znów ma błyskawicznie przetoczyć się przez Sejm i Senat, to gaszenie pożaru. Do dziś minister energii nie wydał rozporządzenia, które pozwoliłoby rzeczywiście zamrozić ceny prądu. To celowy ruch, bo ręczne utrzymywanie cen energii i wypłata rekompensat spółkom energetycznym od początku wiązały się z ryzykiem uznania takiej pomocy publicznej za niedozwoloną.

Problem większych firm

Rząd twierdzi, że nowe rozwiązania, które Sejm rozpatrzy najpóźniej w piątek, zostały uznane przez unijnych urzędników za akceptowalne. Zamrożenie cen w wersji z grudnia (gospodarstwa domowe mają taryfy z ubiegłego roku, a pozostali odbiorcy dostaną korekty faktur, za które dziś co miesiąc nadpłacają) może obowiązywać tylko do końca czerwca. Od 1 lipca będą nowe zasady. Z zamrożenia skorzysta tylko część odbiorców, reszcie rząd zaproponuje inne rozwiązanie. W wielu przypadkach pomoc będzie kroplą w morzu podwyżek cen prądu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej