Rok do roku, biorąc pod uwagę okres od stycznia do kwietnia, nasz eksport wzrósł o 4,7 proc. – podał Główny Urząd Statystyczny. Więcej też sprowadzamy, choć tutaj dynamika jest nieco mniejsza: import wzrósł o 2,9 proc. 

W tym okresie ogólna wartość naszego eksportu wyniosła 325 mld zł, a importu 325,7 mld. Ujemne saldo w obrotach wyniosło więc 0,7 mld zł. To znacznie mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy to wynosiło ono niemal 6 mld zł.

Największym odbiorcą naszych towarów tradycyjnie już są Niemcy. Za Odrę płynie aż 88,2 mld zł naszego eksportu. To wzrost o niecały punkt procentowy w porównaniu z ubiegłym rokiem. Niemniej ogólny udział Niemiec w polskim eksporcie lekko spadł – z 28,2 proc. do 27,1 proc. – Widać pierwsze oznaki tego, że gospodarka niemiecka generuje słabszy popyt na towary. To się będzie na nas odbijać. Jest to w pewnym stopniu pokłosie wojny handlowej między USA a Chinami – komentuje dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek z Katedry Ekonomii Politycznej Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej