Wszystko zaczęło się od oddziału ZUS we Wrocławiu. W maju przyszedł do oddziału jeden z klientów, młody człowiek. Dyskusja była dość sympatyczna, aż w pewnym momencie z ciekawością w głosie zapytał urzędniczki, czy nie boją się składać podpisu kwalifikowanego, czyli elektronicznego podpisu, który ma taką samą moc jak ten odręczny.

Taki certyfikowany e-podpis urzędnicy ZUS składają np. pod zaświadczeniami o niezaleganiu petentów z opłacaniem składek (potrzebne to jest, aby dostać kredyt) albo przy informacjach przesyłanych skarbówce. Ma go w sumie 8 tys. pracowników Zakładu.

– A dlaczego mamy się bać? – zdziwiły się.

– Bo każdy może zidentyfikować pań dane: imiona, nazwiska, numery PESEL – stwierdził klient.

Ale jak?

Klient opowiedział.

Urzędnicy się boją, że ktoś na nich weźmie kredyt

Mając podpis kwalifikowany urzędnika, wystarczy wejść na strony internetowe badające, czy dany elektroniczny dokument nie był modyfikowany albo czy nie jest sfałszowany. I w wynikach jego weryfikacji można łatwo zobaczyć, kto jest podpisany pod dokumentem. Jest też wspomniany numer PESEL.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej