Tuż przed objęciem rządów przez PiS wybuchła spalinowa afera Volkswagena. We wrześniu 2015 r. amerykańska Agencja Ochrony Środowiska (EPA) ogłosiła, że niemiecki koncern od końca zeszłej dekady sprzedał w USA prawie pół miliona aut z silnikami Diesla, w których zainstalowano oprogramowanie do fałszowania testów emisji spalin. Dzięki temu podczas testów spaliny tych aut spełniały normy, ale na drodze wypuszczały z rury wydechowej nawet 40 razy więcej szkodliwych dla zdrowia tlenków azotu, niż dopuszczają przepisy.

Przyłapany przez Amerykanów niemiecki koncern ujawnił, że takie zmanipulowane silniki ma w Europie ponad 8 mln aut marek Audi, Seat, Skoda i Volkswagen.

Po wybuchu tego skandalu unijni politycy zaostrzyli ekologiczne wymogi dla aut, a Volkswagen zaczął na własny koszt naprawiać zmanipulowane silniki Diesla, aby spełniały normy toksyczności spalin.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej