W piątek inwestorzy giełdowi w napięciu oczekiwali na debiut spółki Uber, która w ciągu dekady wyrosła z niewielkiej firmy wynajmu limuzyn do potentata wstrząsającego rynkiem taksówkowym na całym świecie.

Giełdowy debiut Ubera miał być największy na Wall Street od pięciu lat, kiedy na parkiecie nowojorskiej giełdy pojawiła się spółka Alibaba, chiński potentat handlu internetowego. W czasie giełdowego debiutu inwestorzy wycenili Alibabę na prawie 168 mld dol.

Jak się cenił Uber

Uber nie przeskoczył poprzeczki ustawionej przez Chińczyków. W czwartek amerykańska spółka ogłosiła, że w ofercie publicznej będzie sprzedawać swoje akcje po 45 dol. Przy tej cenie cała spółka warta była 82,4 mld dol.

Wcześniej Uber zapowiedział, że cena akcji w ofercie publicznej będzie ustalona w przedziale od 44 do 50 dol. za sztukę. Spółka wstrzemięźliwie wyznaczyła więc ostateczną cenę akcji w ofercie publicznej. Tak jakby chciała inwestorom umożliwić sprzedaż z zyskiem tych akcji podczas debiutu na Wall Street. Bo ci inwestorzy kupili akcje spółki za 8,1 mld dol.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej