Edyta Bryła: Naprawdę sprzedała pani samochód, żeby napisać książkę?

Olga Gitkiewicz: Tak, żeby mnie nie kusiło, żeby dojeżdżać gdzieś autem. Wydawało mi się to uczciwe – doświadczyć tego, co mieszkańcy na wykluczonych transportowo obszarach, a nie tylko przyjechać do nich na chwilę i wygodnie wyjechać. Ale teraz po półtora roku musiałam kupić samochód.

Dlaczego?

Żeby skończyć tę książkę. Do wielu miejsc i rozmówców bez samochodu po prostu nie dotrę, nie ma szans. Albo dotrę, ale zajmie mi to o wiele więcej czasu, kilka przesiadek. Kiedy się jedzie do rozmówcy, dobrze jest mieć czas na rozmowę, a nie tylko patrzeć na zegarek, bo zaraz jedzie mój bus albo pociąg.

Teraz trochę lepiej rozumiem, co to znaczy, że są miejsca, gdzie nie da się żyć bez samochodu.

Bo zupełnie nic nie jeździ? Nawet busy?

Czasem nie ma szans nawet na busa. Albo z wielu miejsc autobus powrotny miałabym po prostu tak wcześnie, że nic nie zdążyłabym załatwić, z nikim się spotkać. Mogłabym na przykład dotrzeć do Komańczy, ale tylko na 40 minut! 

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej