W sprawach cen prądu nic nie idzie tak, jak zaplanowało Ministerstwo Energii. Odbiorcy, którym groziły podwyżki na rachunkach lub którzy doświadczyli ich po wakacjach, mieli płacić tyle, ile rok temu. Przedsiębiorstwa energetyczne do 1 kwietnia miały dostosować do nowych przepisów cenniki dla przedsiębiorców i samorządów. Unia Europejska miała przemilczeć ręczne sterowanie ministra rynkiem, a państwo – wynagrodzić sprzedawcom prądu powrót do niższych cen sprzed roku. Niebawem upłynie pięć miesięcy od momentu uchwalenia ustawy, a zamrożonych cen nikt na rachunkach nie widział.

Wyższy interes społeczny

Minister Krzysztof Tchórzewski dał stronie społecznej zaledwie trzy dni na konsultacje projektu rozporządzenia, bez którego ceny nie wrócą do poziomu sprzed roku. To uzupełnienie tzw. ustawy prądowej, przygotowanej na kolanie i uchwalonej w pośpiechu tuż przed końcem roku. Argumentował: „Jest to termin krótszy od powszechnie stosowanego ze względu na wyższy interes społeczny”. Od zakończenia konsultacji minął miesiąc, a pierwszy kwartał już za nami. Ministrowi najwyraźniej przestało się spieszyć do wprowadzenia ustawy w życie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej