Regina Skibińska: „Poprzedni rząd znacjonalizował, ten prywatyzuje” - tak likwidację OFE skomentował Bartosz Marczuk z Polskiego Funduszu Rozwoju. Czy rzeczywiście możemy się cieszyć z tego, co się stanie z OFE?

Agnieszka Chłoń-Domińczak*: Poprzedni rząd zrobił bardzo złą rzecz, a ten też robi bardzo złą rzecz. Co najmniej równie złą.

Decyzją rządu Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego zamieniono obligacje, czyli jasne zobowiązanie państwa do spłaty długu, na zapis na kontach emerytalnych. To też jest zobowiązanie publiczne, ale o niejawnym charakterze.

To, co robi rząd Prawa i Sprawiedliwości, to jest zmiana ustalonego i fundamentalnego porządku między systemem publicznym obowiązkowym a dobrowolnym. Środki w OFE były gromadzone z obowiązkowych składek, z których miała pochodzić emerytura w przyszłości.

W ostatnich 20 latach podejmowaliśmy wiele indywidualnych decyzji związanych z systemem emerytalnym i decyzje te miały określone konsekwencje. W 1999 r. ludzie urodzeni między 1949 a 1968 r. decydowali, czy oszczędzać w OFE, czy pozostać w ZUS. W 2014 r. podejmowaliśmy kolejne decyzje: czy chcemy, żeby nasze składki nadal szły do OFE, czy na subkonto w ZUS. W obu przypadkach bardzo wiele osób decydowało się, aby część ich obowiązkowej emerytury pochodziła z oszczędności gromadzonych na rynku kapitałowym.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej