Pasażerowie stojący w zapełnionym pociągu w góry, wsiadanie przez okno, turyści śpiący pokotem w korytarzu lub gdy brakło miejsca nawet tam, podróżujący w toaletach - w sieci nie brak zdjęć z takimi obrazkami. Publikują je często z sentymentem fani kolei na portalach społecznościowych.

To lata 90., gdy na trasach jeździły bardzo długie pociągi, ale pojawiały się rzadko - zaledwie trzy na dobę, rano, po południu i wieczorem. Potężne fale pasażerskie kumulowały się, bo regulowały je sztywne jeszcze godziny pracy od godz. 7 do 15 czy terminy urlopów. Znacznie mniej ludzi niż dziś miało samochód.

A w roku 2019 czytam w mailu od czytelniczki: „Irytuje mnie, że nigdy nie ma wolnych miejsc w "Warsie". Nie ma jak usiąść, żeby tam coś zjeść. Wagon zajmują pasażerowie, dla których zabrakło miejsc siedzących. Często już na stacji obserwuję dosłownie wyścig do "Warsu", żeby zająć stolik i nie opuścić go aż do końca podróży".

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej